Szedłem przez watahę. Zobaczyłem jakąś dużą górkę śniegu. Zacząłem biec i zaryłem w nią. Odszedłem trochę do tyłu i strzepałem śnieg. Usiadłem, opierając się o śnieg. Popatrzyłem w górę. Nie zabierało się na deszcz, ani śnieg. Zobaczyłem później Jackie. Chyba tak ma na imię... Nie miałem co robić, więc podbiegłem do niej. - Hejo - powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko. <Jackie?> |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz