- No więc chodźmy - powiedziałam i ruszyłam w trop za harpią.
Szlajałyśmy się za nią aż w końcu trochę się uspokoiła. Była strasznie kapryśnym ptakiem. Postanowiłam podziękować Jackie. Jako... jako pierwsza wyciągnęła do mnie łapę. Nigdy nie byłam akceptowana a teraz... znalazła się istota, która choć trochę mnie zrozumiała.
- Jacki... - powiedziałam cicho i podeszłam do wilczycy.
- Dziękuję za twoją pomoc. Gdybyś czegoś potrzebowała powiedz mi. Chciałabym ci się odwdzięczyć... Pójdę już. - powiedziałam i nie czekając na reakcję Jackie wbiegłam w las.
Miałam zamiar ruszyć na polowanie. Byłam.. głodna. Poza tym lubiłam polować. Czuć wiatr w sierści i satysfakcje z tego, że coś się złapało. Zaczęłam węszyć. Małymi kroczkami zbliżyłam się do zdobyczy. Był nią mały, zabłąkany dzik. Wpatrywałam się w niego. Każdy jego ruch śledziłam z niebywałą dokładnością. W końcu natrafiłam na odpowiedni moment, skoczyłam i zatopiłam w nim swoje kły. Nie była to zbyt duża przekąska, ale... zawsze coś. Po skończonej "mini-uczcie" położyłam się leniwie na ziemi. Dzień powoli się kończył... Uśmiechając się do siebie zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz